marzec 25, 2008
21 marca obchodzone jest Święto Wiosny - centralno-azjatycki Nowy Rok. Obecnie w Biszkeku panuje pogoda nader sympatyczna, temperatura podczas dnia przekracza dwadzieścia stopni, a nocą nie spada poniżej dziesięciu. Drzewka się zielenią, ptaszki ćwierkają, kwiatki kwitną, po prostu Nowy Rok Wegetacji dla Kirgistanu się rozpoczął. W ten dzień tradycyjnie na Ипподроме odbywają się pokazy narodowych sportów Kirgistanu i jego sąsiadów. Spod Filharmonii do stadionu dostać się możemy marszrutką numer 136. Architektonicznie budowla nie powala na kolana, trybuny tez nie z specjalnie duże, ale za to mamy wspaniały widok na góry, nieprzysłonięte wielką płytą, elektrociepłownią czy innym spichlerzem zbożowym. Zawody były bardzo dobrze obstawione przez milicję i wojsko na wypadek zbytniego podniesienia się emocji sportowych wśród kibiców. Dane nam było zobaczyć tylko jeden rodzaj zmagań sportowych, a mianowicie Улак-Тартыш zwany też Кок-Оруу. Jest to znane wszystkim z Rambo III wrzucanie kozła do okręgu. Mamy dwie drużyny na koniach - aktywna część przedstawienia, pięć okręgów i martwego kozła - nader pasywna część przedstawienia. Boisko wymiarami przypomina piłkarskie, wzdłuż dłuższych boków mamy bandy, teren za “bramkami” ograniczony linią. Boisko podzielone jest na dwie połowy. W centralnym okręgu rozpoczyna się gra i jest ona w tym miejscu wznawiana po zdobyciu gola. Okręgi umieszczone w środku każdej połowy służą do wznawiania gry po aucie (wyjechanie konikiem za linię końcową). Bramką jest mały okrąg, wersja tańsza boiska, lub studnio-kopiec zrobiony z opon od ciężarówki, wersja de lux. W grze bierze udział ok. 10 koników i tyleż samo jeźdźców. W trakcie gry zawodnicy mogą się zmieniać. Nie że przechodzą metamorfozę i stają się wegetarianami z GreenPeace, tylko przy urazach, zmęczeniu swoim lub konia (raczej nie to ostatnie) zjeżdżają do boksu. Ilość zmian jest chyba nieograniczona. Ogólnie wygląda to jak połączenie polo, rugby, hokeja i bitwy średniowiecznej. Końcowy efekt jest rewelacyjny. Jeden z bardziej emocjonujących i dynamicznych sportów jakie dane mi było oglądać na żywo. Nawet truchło kozła wydaje się ożywać podczas gry. Do tego umiejętności jeździeckie zawodników powalają na kolana; często nie tylko widzów, ale i konie. Polecam odwiedzającym Azję Centralną!
Z innych zabaw wspomnieć należy o Кызы-Кумай - dziewczyna ucieka na koniu, chłopiec goni ją na koniu. Gra dobiega końca, gdy chłopiec dogoni dziewczynę i pocałuje. Lub zgwałci, nie pamiętam dokładnie. Zależy to chyba do tego,czy zawody emitują po czy przed 23.00:). Mamy jeszcze Тыйын-Энмей - z biegnącego konia jeździec musi podnieść z ziemi kopiejkę, oraz Эрегиш - dwóch jeźdźców się napieprza, takie zapasy na koniach. Przegrywa ten, kto spadnie. Niestety tych sportów nie było nam dane zobaczyć.
6000 kilometrów stąd, za dwoma wyznaniami, za kilkoma mniej lub bardziej rozwiniętymi kulturami odbywają się Święta Wielkanocne, czas zadumy, czas Zmartwychwstania. I o owym procesie chciałbym trochę po rozważać w sportowo-lokalnych klimatach. Na chwilę chciałbym do piłki się przyczepić. Otóż może być ona zrobiona z kozła, barana czy nawet cielaka. Tak napisało Lonely Planet. Ciekawe czy wersje żeńskie tych zwierzaków mogą brać udział w zabawie… Jak widać, piłkę robimy z tego co mamy pod ręką. Bierzemy zwierzaka, wybebeszamy, obcinamy głowę i voila. Warto może by sprawdzić, czy po lekkich modyfikacjach sport ten przyjął by się Europie. Przeciętnemu mieszkańcowi Starego Kontynentu brakuje zdolności jeździeckich, ale za wszelakimi piłkami biegamy od dzieciństwa. Pamiętam z moich lat wczesnomłodzieńczych, że po zabiciu różnych zwierzaków hodowlanych dostawało się ich wnętrzności mogące za piłkę służyć, a to pęcherz świnki, a to zbiorniki balastowe karpia, a to czaszkę gdzieś się znalazło i w mini-rugby można było pograć. Drzwi do świata wypchanych zwierząt były trochę zatrzaśnięte. Możliwości mamy jednak naprawdę sporo. Ile to chomików i świnek morskich odeszło bezproduktywnie wywołując jedynie płacz dziecka. A wystarczyło jedynie wypatroszyć i już nasz szkrab leciał by na osiedlowe boisko utopić smutki w morzu zabawy dostarczanej przez chomika nożnego. Jest też cała masa innych zwierzaków gotowych do zabawy. Oczywiście nie wszystkimi da się bawić bezproblemowo, np. taki rottweiler czy owczarek kaukaski do footballu nadaje się jak piłka lekarska, ale już sporty zimowe mogą rozwiązać nam ten problem. Dlaczego zjeżdżać z górki na nieekologicznej dętce? Dajmy drugie życie naszemu pupilowi, odmrożenia już mu nie groźne. Zdaję sobie sprawę, że nie w każdym domu gości odpowiednich rozmiarów zwierzątko. Jest cała masa ludzi hodująca rybki czy ozdobne krewetki akwariowe po 15zł sztuka. I dla nich znaleźć można wyjścia. Roadkill. Gdy tatuś zajmuje się przyklejaniem zderzaka, dzieci mogą ten czas wykorzystać na przerobienie liska czy dzika na całkiem sympatyczną zabawkę. Zamienić wypadek drogowy na okazję do gier i zabaw zespołowych. Widzę tu także wyjście dla schronisk dla zwierząt. Jest przepełnienie, zwierzaki żyją w strasznych warunkach, ludzie nie chcą ich adoptować…nie chcą adoptować, gdyż są żywe! Z takim żywym to i na spacer trzeba wychodzić, i gówna po nim sprzątać (te gówna to biorą się stąd, że nas objada), i na wakacje zabrać trzeba, bo bliższa czy dalsza rodzina ma nasz problem w dupie. Rozwiązanie samo się nasuwa…Chciałem dodać swoje trzy grosze do świątecznych rozważań o tym, że śmierć to jeszcze nie koniec. Koniec.