maj 13, 2008
Kolejna niedzielna wycieczka miała jako swój punkt docelowy dolinę Alamedin. Była to już trzecia wizyta w tym urokliwym miejscu na przestrzeni prawie roku. Poprzednie miały miejsce w październiku, podczas pierwszych opadów śniegu, ostatnia podczas pierwszych wiosennych upałów. A upały są nie byle jakie. Gdy o godzinie 7.00 szedłem na autobus, termometr na ratuszu pokazywał 23 stopnie, w plusie oczywiście. Po godzinie dziewiątej było już ponad trzydzieści stopni. Człowiek się męczy, głowa od słońca boli, aparat nie radzi sobie za dobrze ze zbytnio oświetloną scenerią i trzeba posiłkować się trybem manualnym. Mogę jedynie powiedzieć że jest sposobność ku szybkiemu opaleniu się, jeśli dla kogoś jest to plusem. Jesienią szliśmy wschodnią stroną doliny, tym razem zwiedzona została strona zachodnia. Przechodzimy przez bramę kurortu, mijamy basen z termalną wodą i idziemy ku zabudowaniom noclegowym. Na wysokości stołówki schodzimy do koryta rzeki. Przekraczamy rzeczkę Alamedin korzystając z metalowego mostku. Jest on dosyć wąski, i dosyć śliski, przy deszczu dosyć aby się poślizgnąć. Następnie przez około 2 godziny idziemy ścieżką ku charakterystycznej, owalnej górze Kara-Too (Czarna Góra). Po stronie wschodniej widzimy cudowny szczyt z nawisem śnieżnym. Jest to północna Alamednińska Ściana (4550m n.p.m.). Poprowadzonych jest nią kilka bardzo interesujących tras wspinaczkowych o stopniu trudności 5A w rosyjskiej skali. Zdaniem Michaila Michailowicza, poza piękną drogą, zaletą tej góry jest również mała popularność. Wszyscy ładują się do Ala-Archa, i dzięki temu tutaj mamy ciszę i spokój. Do Alamedińskiej Ściany idziemy skręcającą w prawo dolinką, w górę strumienia, znajdującą się naprzeciw Kara-Too. Tam jednak nie poszliśmy. Jesteśmy nadal po stronie zachodniej, przed Kara-Too. Skręcamy w prawo, i idziemy w górę strumienia. Po kilkunastu minutach dochodzimy do niewielkiego, lecz bardzo urokliwego wodospadu. Można się pod nim trochę popluskać, woda nie jest strasznie zimna, a dno przystosowane przez naturę do chodzenia boso. Poza tym woda jest pitna, więc zapasy można uzupełnić. Ciekawostką jest rosnący tam rabarbar. Nie wiem czy z natury się tam ulokował. W każdym razie jest. Cieszył się jednak sporą popularnością wśród wycieczkowiczów, więc w okresie letnim może już go nie być. Po odwiedzeniu wodospadu możemy zrobić sobie piknik w pobliskich zaroślach. Zaletą tych dwóch godzin spaceru od kompleksu betonowej noclegowni jest względna czystość lasu. Aż tak daleko autochtonom z kocami, garnkami, parasolami i ekwipażem śmieciogennym nie chce się chodzić. Pamiętajmy jednak, że my wcale nie musimy aż tak bardzo wtapiać się w otoczenie społeczne Kirgistanu, i bez żadnych konsekwencji możemy śmieci zabrać ze sobą. Wodospad i leżenie w lesie były głównymi atrakcjami owej wycieczki. Atrakcyjne były również współleżące wycieczkowiczki, jak to z atrakcyjnymi wycieczkowiczkami bywa. O dziewiętnastej byłem już w Biszkeku.
Uzyskane informacje od Michaila Michailowicza: na wzgórzach rozpoczynających dolinę Alamedin za dawnych czasów było bardzo dużo winorośli. Wino było dobre, i tanie (między innym miejscowy szlagier „Oczy czarne”). Niestety padł kiedyś pomysł, że trzeba walczyć z alkoholizmem, i krzewy wyrąbano. Plantacje zamieniono na pastwiska, i biednym Kirgizom została tylko wódka. Jakiś chory sens można jednak w tych działaniach odnaleźć – cholernie trudno przedestylować owcę. Poza tym warto wiedzieć, że kilka kilometrów od ośrodka wypoczynkowego, troszkę powyżej restauracji z drewnianymi domkami noclegowymi, jest źródełko przy krzaku obwiązanym fragmentami foliowych torebek. Woda wypływająca z tego miejsca wcześniej wędruje sobie niewielkim złożami srebra. Jak wiemy z reklam skarpetek, srebro ma właściwości bakteriobójcze. Podobno woda z tego źródełka może stać kilka miesięcy i się nie zepsuje. Dla miłośników chomikowania wody jak znalazł. Wypiłem dwa litry, i żadnych problemów żołądkowych nie miałem, więc chyba na bakterie układu pokarmowego aż tak silnie nie działa.
Do galerii, dla porównania, wrzuciłem zdjęcia ze scenerii zimowej i wiosennej.
Pozdrawiam
maj 30, 2008 at 12:30 przed południem
Ej, Piekło, zapiłeś się na śmierć czy o co chodzi? Piszże chłopino, bo w nawyk weszło mi odwiedzanie tej strony i tak bezpodstawnie nabijam Ci statystyki oglądalności.
A poza tym do wszystkich czytających filozofów: Jedziemy, a w zasadzie lecimy, bo są promocyjnie śmieszne tanie bilety, z Agnieszką na Krym w terminie 17.09.08 - 01.10.08. Może ktoś chciałby dołączyć? Zapraszamy, większą gromadą zawsze lepiej smakuje Obołoń zagryzany blinem czy suszoną rybką. Dawid? Anusia? Sybil? Czekam na pozytywną odpowiedź!
Pozdr.
maj 30, 2008 at 9:22 przed południem
Rozszyfrowałeś mnie. Przyznaję się, nie piszę. W niedzielę byłem nad jeziorkiem w górach, to krótko dziś napiszę jak wycieczka wyglądała. Ale nie to ma być gwoździem odpowiedzi, gwoździem do Twojej trumny.
Posłuchaj, na Krym jeździ się pociągiem, tylko pociągiem. To jest nieodłączny element wycieczek na tą część Ukrainy. Wiem że czasy się zmieniają, kolej to stary wynalazek, a ludzkość ciągnie ku nowinkom. Zauważ jednak, że to czym polecicie może wcale nie być taką nowinką. Co jeśli pamięta bitwę na Łuku Kurskim? Czasami śmiesznie tanie bilety są na śmieszne samoloty:) Pomysł jest jak najbardziej fajny, to że zabierasz Agnieszkę też miło (kto to jest?:), ale po co ten samolot? Plackarta na Krym niewiele drożej przecież kosztuje. Poza tym w samolocie nie będzie babuszek handlujących blinami, suszonymi rybami czy Oboloniem. Chyba że się mylę:) Krym tak, ale formę dotarcia tam jeszcze przemyśl. Chyba że bilety już zarezerwowałeś. To pochwal się przynajmniej ile płaciłeś. WizzAir ze Lwowa zaczął tam latać?
pozdrawiam
maj 30, 2008 at 12:36 pm
No jednak jesteś.
Pewnie, że pociągiem - bo sama podróż to przygoda sama w sobie, jednak nam bardzo zależy na czasie i nie możemy sobie pozwolić na to, żeby na przykład w Symferopolu okazało się, że nie ma biletów powrotnych do Lwowa przez najbliższy tydzień i będziemy tam tkwić. Poza tym jak ja kupię bilet w kasie, a zwłaszacza zrozumiem co Pani bileterka będzie próbowała mi zakomunikować, jak ja po rosyjsku znam 3 słowa: spasiba, da i Stalin ;) A tak 2.5 godziny i jesteśmy na Krymie zamiast 30 godzinnej podróży koleją. Jeszcze będzie czas żeby popodróżować plackartą, bez obaw, nie sądzę, żeby to była ostatnia wycieczka na Ukrainę, a promocja biletowa raczej nie powtórzy się prędko.
A że harmonogram podróży mamy dość napięty to wycieczka koleją mogłaby nas zamordować na samym początku eskapady: 14.09 lecimy w nocy ze Szkocji do Polski. Pakujemy się, kupujemy potrzebne rzeczy: palnik, karimatę, zgrzewkę piwa na drogę, egzemplarz sonetów krymskich Adama M. (nie, nie wcale nie Michnika); w nocy z 15 na 16 do Przemyśla, popołudniu Lwów i zwiedzanie a 17.09 rano samolot do Symferopola. Lądujemy i… zaczyna się przygoda. Nie planujemy wynajmowania komnat;D raczej namiocik na plaży i wszelakich postronnych miejscach gdy będziemy w górach - jak znajdziemy odludne miejsce na obozowisko, to zostajemy, jak nie to idziemy dalej. Jak nas uraczy miejscowa plaża, kuchnia etc to zrobimy dłuższy postój, a jak nie, to pakujemy się i w dalszą drogę.I tak bez konkretnego planu tylko z mapą i przewodnikiem pod pazuchą mamy zamiar połazić przez dwa tygodnie podczas dnia, a wieczorami ognisiko - jak sie uda i sączenie dobrodziejstwa krymskich winorośli. Pewnie nie sposób wszystkiego historyczno-geograficznie ciekawego zobaczyć w 2 tygodnie, ale tym lepiej będzie motywacja, zeby powrócić tam jeszcze kiedyś.
Narazie jedziemy tylko a Agnieszką, którą poznałeś, gdy zamitała do Moherowa, gdy miałem obronę magisterki, ale w większej grupie chyba byłoby raźniej i bezpieczniej, dlatego wszystkie kandydatury chętnie przyjmę. Nie musisz przecież lecieć samolotem spotkamy sie na dworcu kolejowym pod pomnikiem Lenina w Symferopolu.
Aha, bilety 314 HUA o obie strony od osoby. Oczywiście najlepszymi liniami, czyli Wizirem.
Pozdr. z Polszy (to już czwarte słowo do mojego słowniczka).
To co piszesz się?
maj 30, 2008 at 11:19 pm
hm, a może ja się piszę?
miejsce właściwie,
termin dobry,
Wy fajni :)
wstępnie zgłaszam, że bym chciała,
tylko jeszcze nie wiem, no co mi świat pozwoli.
czerwiec 1, 2008 at 1:18 przed południem
Zacznijmy od kurtuazji - Marlenka ty też jesteś fajna ;)
Przejdźmy do filozofii: od czasów Platona wiemy, że to, co nazywamy światem to jedynie odbicie pełgających po ścianach omszałej jaskini promieni właściwego - żeby nie powiedzieć Prawdziwego - świata idei, do którego nam zwykłym śmiertelnikom daleko jak nie przymierzając do krańców Wszechświata.
Następnie, po parunastu wiekach E. Kant nas nomen omen oświecił, że nie tylko to lichy substytut z etykietką made in China, ale w dodatku warunkowany naszymi władzami poznawczymi, w które zostaliśmy wyposażeni - ergo jego istnienie jest dodatkowo wtórne wobec istnienia podmiotu poznającego.
I coś tak efemerycznego, o podstawach ontologicznych wątłych jak przywiązanie mężczyzny do ukochanej w towarzystwie wyuzdanych blond anielic porno biznesu ma Tobie na coś zezwalać, bądź nie?
Are you kidding? - jak mawiają czarnuchy na amerykańskich filmach.
Najlepiej by było jakbyśmy wszyscy polecieli tym samolotem ze Lwowa, wtedy nie byłoby problemów logistycznych typu: znajdźmy się w Symferopolu. Bilety są naprawdę tanie, jeżeli masz kartę kredytową, albo debetową embosowaną, to możesz sobie w ciągu dosłownie 5 minut takowy zakupić i wsio! Nie wiem czy istnieje opcja płatności przelewem, ale pewnie tak. Z pociągiem podobno bywają problemy i możesz nie dostać biletów w dniu, w którym masz zamiar jechać, więc trzeba by zamówić troche wcześniej, żeby mieć pewność. Chociaż z drugiej strony to połowa września i może nie będzie już takich tłumów.
Pewnie Piekło wie nieco więcej, bo on to zaprawiony w bojach nohajec hardy, to może się wypowie, choć leniwe toto ostatnio i nieskore do klikania…
Pozdr.
czerwiec 1, 2008 at 7:08 pm
odnośnie podróży, to ja wiem jak ze mną będzie, jeśli będzie.
na pewno pociąg. planuję w tym czasie nigdzie się za bardzo nie spieszyć, a do tego to zawsze trochę taniej i dodatkowe atrakcje - a choćby taki banał, że przynajmniej się przez te ileś godzin nabiera niezbitej pewności, że się gdzieś pojechało!
co do tych obaw o bilety - z własnego doświadczenia wiem, że jakieś tam kłopoty się zdarzają, ale sama kilka lat temu byłam na Krymie we wrześniu (trochę wcześniej niż planowana przez Was data) i wtedy już te kłopoty są dużo mniejsze niż w środku sezonu i dotyczą właściwie tylko większych grup, bo że na przykład nie wszyscy mogą siedzieć w jednym wagonie. ja sama to się na pewno do pociągu wcisnę, kiedy zechcę :)
po rosyjsku czy ukraińsku nie trzeba nic umieć, bo oni umieją dość po polsku.
a jeszcze co do tej pory września - na górki całkiem niezła, ale woda w morzu to może być już o ze 5-7 stopni chłodniejsza niż potrafi, no ale to i tak taka mniej więcej jak szczyty możliwości naszego Bałtyku :)
czerwiec 1, 2008 at 11:38 pm
@adrian
Nie zrozumiałem pierwszej części odpowiedzi. Chodzi ci o to że chcesz sobie poszaleć z ukraińskimi prostytutkami a Agnieszka będzie od noszenia plecaka?
Jeśli zaś o logistykę chodzi. Krym jest na tyle duży, że przez dwa tygodnie się go nie zwiedzi, lecz nie aż tak żeby Ciebie tam nie znaleźć. To nie Rosja, choć sporo osób tak uważa.
Bilety WizzAir wraz z wejściem na rynek zrobili naprawdę tanie, lecz jeśli jest to 300 hrywien w dwie strony, a plackarta w dwie strony wyniesie 200 hrywien, to niewiele matematycznie się wysilając, otrzymujemy za różnicę mnóstwo browarów.
Jest to wielka chwila, od dawien dawna tego nie robiliśmy - trzeba przyznać rację Marlenie.
Z biletami problemów we wrześniu być nie powinno. Poza tym można jeszcze jechać przez Kijów, Odessę…możliwości mnogo.
I pogoda też powinna być nader sympatyczna. Już nie tak gorąco, więc wódkę można pić… i innych zalet tej pory roku też przeceniać nie można - tańsze kwatery, mniej turystów, i…i wódkę można pić.
pozdrawiam
czerwiec 2, 2008 at 1:07 przed południem
“Nie zrozumiałem pierwszej części odpowiedzi.” - ech, ale ty mało kumaty jesteś ;)
Chodzi o to, że podróż w jedną stronę koleją trwa około 30 godzin, co przy założeniu, że z Symferopola do Lwowa pociąg jedzie tak samo długo, w rezultacie otrzymujemy 60 godzin. A podróż samolotem w obie strony to zaledwie 5 godzin. Niewiele matematycznie się wysilają otrzymujemy 55 ekstra godzin na Krymie. Płacimy więcej 100 hrywien, ale zyskujemy niemal 2.5 doby dodatkowego czasu - to chyba nie jest wygórowana cena. Tym bardziej, że absolutnie nie możemy sobie pozwolić na to, żeby wyjechać wcześniej ani wrócić później, mamy dokładnie 2 tygodnie i koniec, dlatego chcemy je maksymalnie wykorzystać i być na miejscu 14 dni, a nie 11.5.
Marlenka, poczucie, że się gdzieś jedzie pewnie że fajne, ale mnie wystarcza świadomość, że w w przeciągu krótkiego czasu przemieszczę się niemal 5000 km z jednego krańca Europy na drugi. A pociągami po Ukrainie jeszcze pojeździmy, mam nadzieję,że nie raz.
Dawidzie, to jak wpisać Cię na listę potencjalnych współwycieczkowiczów?
Z bożym błogosławieństwem,
A.G.
czerwiec 2, 2008 at 2:25 przed południem
To przywieźcie mi te suszone rybki, co?
Ja mam tylko dwa tygodnie urlopu i tak z 1,5 m-ca wcześniej on przypada, więc nie pojadę. Ale rybki to bym zjadła:)
pzdr
czerwiec 5, 2008 at 11:42 przed południem
2.5 doby w pociagu jest rownie fajnym przezyciem co Krym. I dla mnie jest jego nieodlaczna czescia, tego Krymu.
Na liste mnie nie wpisuj. To nie wyprawa na Marsa. Zostaly jeszcze trzy miesiace, i nie bede tutaj nic obiecywal, zebys potem nie plakal, nie tesknil, nie mial pretensji. Tydzien przed wyjazdem dam znac. Jesli juz, to preferowal bym pociag.
Suszone rybki chyba nie trudno kupic w PL?
Pozdrawiam z City of Jalal