Na opisanie mojego pobytu w Kirgistanie tysiąca stron by nie starczyło. Na szczęście dla lasu, umiejętności również nie starczy. W poniedziałek wsiądę do pociągu nie byle jakiego i wrócę do Polski. Wypadało by więc choć małe podsumowanie minionego roku zrobić. Nic jednak powiedzieć nie mogę. Rzecz nie w tym, że jest to tajemnicą, lecz że powiedzieć nie jestem w stanie. Rzecz nie w tym, że nie posiadam dostatecznej wiedzy, lecz że powiedzieć więcej, oznaczało by coś popsuć. Nie mam ochoty robić podsumowania, gdyż ono wskazywało by na pewien koniec. A ja kończyć zamiaru nie mam. Nie będę się również żegnał z ludźmi. Patrząc z punktu widzenia silnego idealizmu na kwestię istnienia, mógłbym przecież w ten sposób trochę negatywnie wpłynąć na ich egzystencję. Włóczę się teraz po mieście, i do odjazdu zebrać się nie mogę. Znaków świadczących o tym, że to koniec, jest wiele, a ja zebrać się do odjazdu nie mogę. Stołówka zamknięta, liście na drzewach zaczynają powoli żółknąć i opadać, karaluchów w akademiku coraz więcej, temperatura z dnia na dzień coraz wyższa (człowiek wolniej się poci niż schnie). Poza tym na okres wakacji odłączyli akademiki od Internetu…Ehh…pozostaje wysupłać 5$, nakupić wódki na podróż, i z jedwabnego na żelazny szlak się przesiąść.
Jedną ze smutniejszych scen w literaturze światowej jest wyjście Krzysia ze Stumilowego Lasu. Pożegnanie z Kubusiem, Prosiaczkiem i innymi elementami świata naszego dzieciństwa jest prawdziwym wyciskaczem łez. Kirgistan zostawiam na jakiś czas fizycznie, lecz duchem nadal, niczym partyzant, w Stumilowym Lesie zostanę.
Koniec
ciężkie chwile typu “koniec” oswajasz przez wycofanie się do etapu rozwoju dziesięciolatka dziesięciolatka? :)
no ale “patrząc z punktu widzenia silnego idealizmu na kwestię istnienia” może to wcale nie takie głupie angażować się w znajomość z Kubusiem, Prosiaczkiem i Krzysiem…
boże, niech ktoś jeszcze coś napisze!!
(ja ciężkie chwile typu “koniec” odreagowuję zwracając się ku sacrum)
Może trochę źle się wyraziłem…bywają przecież miłe końce, prawda? Tym bardziej, gdy przyjemność trwała nie 5 minut, a rok:)
A tak w ogóle, to proszę już wychodzić, bo gaszę światło:)
Nie gaś światła , błagam. Ogarną mnie ciemności. Niewiem dokąt pójdę i gdzie dotrę bez twojego bloga. Zgadzam się na chwilowe wyłączenie energi w celu konserwacji. Konserwuj się Piekło tylko niezadługo i pisz. pisz jak najwięcej.
Twoje relacje są super a zdjęcia klasą same w sobie. Życzę zdrówka i żeby jak najmniej bolała CIĘ główka po tej konserwacji.