Piątek był dniem radosnym. Radość tą spowodowało załatwienie wszystkich papierkowych spraw jakie czekają na obcokrajowca przyjeżdżającego na rosyjską uczelnię. Piątek był dniem, w którym zarejestrowano mnie w urzędzie meldunkowym, dzięki czemu kupiłem kartę do telefonu, otrzymałem legitymację studencką a także załatwiłem medyczne certyfikaty na brak różnego rodzaju chorób. Koniec papierkowej roboty. Poszedłem do miejscowej Biedronki, czyli Magnita, i nakupiłem materiałów do degustacji jakości miejscowych browarów.
Gdy tak sobie degustowałem, w odwiedziny przyszedł Ibra (Czeczen) i Kartelis (Grek). Po chwili dołączył znany już Ramez (Egipcjanin). Jako że środowisko było międzynarodowe, postanowiliśmy wykorzystać znajomość różnych sfer życia i dokonać porównania. Okazało się, że w większości przypadków narkotyki najtańsze są w Polsce (dwu, trzykrotnie tańsze extasy niż w Piatigorsku). Egipt zdominował kategorię ‘haszysz’.
Poza tym można było dowiedzieć się i innych ciekawostek, zwłaszcza od Ibry, który okazał się niezwykle rozmowną osobą i wytrawnym moderatorem. Z wielu tematów politycznych, damsko-męskich i nie mieszczących się w powyższych kategoriach warto zwrócić uwagę na dwie rzeczy.
Czeczeni przeważnie nie wyglądają jak ‘Czeczeni’. W rosyjskich filmach i programach telewizyjnych Czeczenów zazwyczaj grają Gruzini lub Osetyjczycy, którzy bardziej pasują do wizerunku ‘czarnego brodacza’. Czeczeni wyglądają zbyt łagodnie jak na produkcje o wojnie.
Drugą ważną informacją jest content stworzony wspólnie przez Ibrę i Kartelisa. Grek złapał dziewczynę za ramię, Czeczenkę, a jej koledzy Czeczeni mu lekko greckie lico obili. Ibra potwierdził, że tradycyjnie rzecz biorąc, po nieprzypadkowym dotknięciu musisz wziąć pannę za żonę. Niestety Kartelis trafił na tradycjonalistów. Żony jednak nie ma, wpierdol zastąpił małżeństwo.
W sobotę natrafiła się okazja ku bardziej dokładnemu zapoznaniu się z miastem, a to dzięki pierwszej od tygodnia słonecznej pogodzie. Wybrałem się więc do historycznej części miasta, co wcale nie oznacza starej. Większość starych zabudowań dzielnicy sanatoryjnej powstała pod koniec XIX wieku, i zachowała się w dość dobrym stanie. Niestety nasze media są do dupy, i to przez nie gdy mówimy o architekturze rosyjskiego Kaukazu większość ma przed oczyma budynki w Groznym po ostrzale czołgowym. Moja osoba spacerowała sobie natomiast po wielkim Ciechocinku, stawiając kroki po chodnikach wyłożonych kostką, z drewnianymi ławeczkami, kwiatami wokół nich i dającymi przyjemny cień kilkudziesięcioletnimi drzewami iglastymi i liściastymi. Wszędzie kuracjusze spacerujący po popołudniowych zabiegach, od pijalni wód do pijalni, lermontowskie „wodne towarzystwo”. To wszystko w parku „Kwietnik”. Poza sanatoryjną architekturą trafimy na końcu Bulwaru Gagarina na jeziorko w jaskini „Prował”, powstałe wskutek obsunięcia się skał, trafimy też na lermontowskie miejsca, silnie związane z biografią poety. Trafimy i do źródła numer 24. Woda jak woda, siarkowodorowa, lecz otoczenie w głównej mierze tworzą kocie zastępy. Czy latem, czy zimą znajdziemy na zboczu Gorącej góry dziesiątki kotów. Niezwykłym obrazem jest biegnących pod górę 15-20 kotów do kuracjusza z parówkami.
Dzielnica sanatoryjna położona jest w niewielkiej dolinie między Maszukiem (993) i górą Gorącą (ok 520). Z obydwu roztacza się cudowna panorama na sam Piatigorsk, bardzo zielony, i okoliczne wzgórza, przypominające wielkie babki z piasku ustawione na równinie. W pochmurne dni osoby z bogatą wyobraźnią mogą wyobrazić sobie białe szczyty Elbrusu na horyzoncie. Osoby z wyobraźnią bardziej ubogą mogą poczekać na bezchmurną pogodę, i zobaczyć kaukaskie pięciotysięczniki na własne oczy. Tyle ze spaceru. Rosyjski Ciechocinek po prostu urzeka.
W sobotę miały miejsce imprezy zorganizowane z okazji Dnia Piatigorska. Takich tłumy obserwowałem tylko we wrześniu pod dziekanatem. Aleja Kalinina była częściowo zamknięta dla ruchu, i dwoma pasami obywatele FR ciągnęli na festyn zorganizowany na zboczach Maszuka. Ulica prowadząca do amfiteatru była jednym wielkim potokiem ludzi. O godzinie 17 jedynie Kozacy w strojach narodowych szli w przeciwnym kierunku, podtrzymywani przez swoje kozackie partnerki. Wzdłuż drogi ustawione były stragany prezentujące narodowości kaukaskie. Byli Czerkiesi, byli Czeczeni, byli Ormianie i Azerbejdżanie. Wszyscy tam byli. Byli też i Polacy. Jak się okazało, w Piatigorsku działa prężnie stowarzyszenie polonijne, które wystawiło broniącą polskiego ducha na kaukazie warownię z powiewającą flagą biało-czerwoną, pod którą żadna wojna się nie toczyła. Raczej był bigos i wódka zamiast płaszcza i szpady. O Polakach przyjdzie mi jeszcze nie raz wspomnieć. Wracając do innych narodowości, to każde przedstawicielstwo kultury danego regionu przygotowało potrawy, którymi częstowano gości bez żadnej opłaty. Próbowałem wielu specyfików, lecz najbardziej zapadły w pamięć czeczeńskie kluseczki z kaszy kukurydzianej i naleśnik ze śliwkami oraz przyrządzona na zarządzanych przez Kozaków wojskowych kuchniach polowych kasza gryczana z mięsem. Polski bigos był oddzielnego rodzaju, doprawioną wspomnieniami potrawą – jako zagryzka do wódki w studenckich czasach idealny, a i tutaj ową funkcję spełnił wyśmienicie.
O organizacji i przebiegu. Dużo milicjantów, lecz dużo milicyjnej roboty nie było. Naród się bawił, jak każdy naród na festynie się bawi. Jednak nie było żadnych bójek, żadnych zatargów, żadnego wysadzania się w powietrze. Mimo dużej ilości spożytego alkoholu, naród wracał z imprezy o własnych siłach lub przy lekkiej pomocy osób w lepszej kondycji. Panowała ogólna radość i chęć świętowania. Niestety w amfiteatrze świętowano przy muzyce pop w wykonaniu nieznanych mi, a przedstawionych jako takie, gwiazd. Jednak ogromny tłum osób raczej uniemożliwiał dotarcie w to miejsce i bez własnej woli nie mogliśmy się tam znaleźć. Na zupełnie innym poziomie były występy przy narodowych pawilonach. Polski polonez, ormiańska muzyka na żywo, czy rewelacyjne tańce czerkieskie (takiej dynamiki ruchów nigdy nie widziałem) pozwoliły na moje pierwsze żywe zetknięcie się z różnorodnością kulturową Kaukazu Północnego. Dobre dobrego początki.









ecie pecie
Kontakt ze zwierzętami nie rozwija zdolności komunikacji?:)
Czerkiesi na Twoim filmiku na YouTubie… zjawiskowa energia, dynamika (siła), męskie, szerokie ramiona, wąska talia, wyprostowana, władcza postawa, dzikie i dumne spojrzenie, do tego opis ich niepohamowanej natury u Lermontowa… nie mogę się już doczekać wizyty u Ciebie!
uff, kamień z serca, po ostatnim wpisie żywo się przeraziłam tym, na ile mnie konstytuuje chrześcijaństwo, choćby negowane (wzmianka o piciu wódki z Egipcjaninem).
ale ono to przecież tylko huba, tasiemiec, pasożyt, naprawdę pochodzimy od Greków! :)