Jak panna Aneta poprosiła, coś więcej o ludziach teraz. Sprawa z Amerykaninem naprowadziła nas na tory rozmowy o broni w naszym otoczeniu. Pierwszy temat: broń na uniwersytecie. Jedna z lektorek języka hiszpańskiego zadała dla żartu pytanie, ile osób w klasie ma broń. Połowa grupy podniosła ręce. Na tym żart się skończył. Druga historia jest dosyć związana z tym żartem. Dwa lata temu w naszym akademiku była strzelanina na portierni. Strzelanina między studentami i ochroniarzami. Dwa lata temu ochroniarze naszego akademika jeszcze cały czas nosili ze sobą broń. Na wszelkie wypadek. Pewnego wieczoru na portierni był tylko jeden ochroniarz. Przyszedł do niego kolega, w celu strzelenia sobie browarka. Portierka jednak, jak to z nimi bywa, nie była zbytnio nastawiona na wpuszczanie obcych. Ochroniarz więc, dla zażegnania sporu dał jej z przysłowiowego liścia. Widziała to grupa studentów, którzy jako dżentelmeni nie chcieli pozwolić na znieważenie kobiety, i słusznie. Skopali więc dupę ochroniarzowi. Wtedy to kolega ochroniarza, który nadal stał za drzwiami, wyważył je i przybiegł z pomocą. Jednocześnie na pomoc zjechali się koledzy ochroniarzy. Studenci widząc co się święci, pobiegli po broń. Ochroniarze mieli ją również. I tak to wywiązała się strzelanina na portierni. Ofiar nie było. Kilkanaście wozów policyjnych otoczyło akademik, i rozwiązało sytuację. Co jak co, ale na działania milicji narzekać nie możemy. Działają lepiej niż nasi.
A pomnik lewatywy to przepraszam gdzie? ;)
coś, jakoś i przegapiłam te dwa miesiące..
ale szczęśliwie, na strzelaninę się załapałam.
dzień dobry Państwu i rzucam się na szyje.
Marlenka pojawiła się, nawrzucała parę uwag pod każdym postem i pewnie znowu zniknie na nastepne dwa miesiace ;)
Mam jednak nadzieję, że spotkamy się w mniej wirtualnych okolicznościach już wkrótce, a mianowicie pod koniec listopada, gdyż od 20 do 22 będę w Rydzykowie, choć – jak zauważyła rezolutnie Sybi – powinienem bywać tam znaczenie częściej. Jednak świat jest pełen niespodzianek i nieoczekiwanych zwrotów akcji, więc nie bywam tymczasowo.
Być może zjawi się też w owym okresie Anusia, ale to już ona pewnie osobiście da Wam znać, a jak użyje swoich kobiecych forteli, to podobno nawet Artura przywiezie ze sobą, więc będzie nas całkiem pokaźna grupa.
No więc dziewczynki, szykować się na ten listopadowy weekend, nigdzie nie wyjeżdżać, nie pracować (to głównie do Sybi uwaga), umyć się i ładnie umalować ;)
ps. Przepraszam szanownego gospodarza za wykorzystywanie tegoż bloga do uprawiania prywaty. Mam nadzieję, że mnie za to nie zbanuje ;)
Pomnik lewatywy oczywiście w Железноводске:)