“Chciałbym tu poważnie ostrzec czytelników przed wielkim niebezpieczeństwem, jakie grozi, gdy ktoś z przyjaciół żeni się lub staje nadwornym wynalazcą. Jednego dnia jest się samowolną kompanią wagabundów, którzy ruszają w drogę, gdy robi się nudno, mogą robić, co tylko chcą, cały świat stoi przed nimi otworem - aż raptem obojętnieją na to wszystko, przestaje ich to obchodzić. Chcą, żeby im było ciepło. Boją się deszczu. Zaczynają zbierać duże rzeczy, na które nie ma miejsca w podróżnym tobołku. Mówią tylko o małych rzeczach. Nie lubią nagle decydować się na coś, a potem robić odwrotnie. Przedtem rozwijali żagle - teraz strugają pułeczki na porcelanę. Ach, czyż można mówić o takich sprawach nie roniąc łez!”. Jeśli jednak postaramy się o małe zmiany w życiu, pod jego koniec będziemy mogli wspomnieć te chwile, w których “na wschodzie niebo jaśniało w oczekiwaniu na słońce, gotowe lada chwila wyjrzeć na świat, za kilka minut noc miała ustąpić i wszystko mogło się znów zacząć od początku. Otwierały się nowe Niewiarygodne Możliwości, nastawał nowy dzień, w którym wszystko może się zdarzyć, jeżeli tylko ktoś nie ma nic przeciwko temu”. Tatuś Muminka
Zanim więc dopadnie nas dorosłość, pojedźmy gdzieś, polecam.
Co się tyczy cytatu, przyjżyjmy się mu. Oczywistym jest, że wypowiedzieć tego nie mógł Muminek, Ryjek czy Mała Mi. Musiał to być Tatuś Muminka, ulegający wpływom Mamy Muminka. W podróżowaniu potrzebne są cechy charakteru innych postaci z Doliny, lecz zauważyć należy, że to bez owego połączenia fantazji i zmysłu praktycznego dowodzących rodziną Muminków w świecie realnym każda wyprawa skazana będzie na wystąpienie okoliczności skutecznie ją psujących. Dlaczego, jeśliś młody, warto podróżować - o tym troszkę dalej.
Fantazji oddajmy pod rozważenie gdzie się udamy, po co, jaką formę wyprawa przybierze. Zdrowy rozsądek niech się zajmnie tym, czy nasze zdrowie i portfel temu podołają. Tutaj chciałbym podziękować moim sponsorom, z którymi współpraca wyśmienicie się układa już od 25 lat. To dzięki ich pomocy mój portfel powinien wytrzymać roczny pobyt w Kirgistanie. Także to, że przez cały okres swojego życia utrzymywałem się w dobrym zdrowiu, a mózg mój jest zdolny używać języków różnych (oraz wypowiadać w nich dość sensowne zdania) jest ich zasługą. Podziękowania więc dla Rodziców.
Rozpocznijmy krótką rozprawkę podróżniczą od pytania ogólniejszego; po co jechać w dalekość. Odpowiedzi są dwie: dla korzyści swoich, i innych ludzi. Wytłumaczenie chęci korzyści osobistych, jest dość łatwe i wielokrotnie wspominane. Podróże w miły sposób zaspokajają naturalną chęć poznawania, poszerzamy swoją wiedzę na temat innych kultur (a wystarczy choćby troszkie kanikuł w Płocku żeby zobaczyć jak zróżnicowana jest Polska), dostrzegamy problemy o których kultura europejska dawno zapomniala, których jeszcze nie poznała, lub których to nie będzie jej dane poznać.
Mówić natomiast o korzyściach dla współobywateli nie jest tak łatwo. Nie jest łatwo, gdyż często nie chcą słuchać, a i równie często nie potrafimy przekazywać zdobytych doświadczeń (pokora zawsze potrzebna). Na naszej małej planecie stopa ludzka stanęła już wszędzie. Prawdopodobieństwo, że ktoś zechce przeczytać/posłuchać o naszej niebywałej wyprawie w Tatry (o ile niedźwiedź nam nogi nie odgryzł) jest małe. Także wyprawy do Azji, Afryki, na różne Bieguny i inne takie, są już bardzo ciekawie opisane (chyba że lew nam noge odgryzie, to przeczytają). Więc poza przytaczaniem trasy, aktualnych cen żywności i biletów, współrzędnych McDonalda co by się normalnie wysrać, sensu na większe rozpisywanie się może podróżnik-pisarz-amator nie dostrzec. Poza nami, dla kogóż taka forma pamiętnikowego spisywania podróży może być przydatna? A więc Muminka, Ryjka, Małej Mi i Włóczykija. Może jakieś Paszczaki też się zainteresują. To następne pokolenie skorzysta najbardziej z naszych spisanych przygód. Dzieci docenią jak tatuś opowie o lawinach schodzących w Himalajach, a mamusia o monsunach nawiedzających Indie. To są chyba jedyne osoby w naszym życiu które docenią cokolwiek z naszych osiągnięć. Zapytać się więc musimy, czy wolelibyśmy aby dzieciak docenial opowieści z młodości rodziców o podróżach, przygodach w dalekich krajach i innych podobnie fascynujących elementach młodzieńczo-podróżniczego stylu życia. Czy może chciałby znać przygody tatusia na dyskotece lub wsłuchiwać się w przepiękną serię opowiadać z tysiąca i jednej ławki przed blokiem. Powiedzieć więc możemy, że nasz cel został określony.
Bardziej szczegółowym pytaniem od ‘po co’ jest ‘kiedy’. Jak było wspomniane w cytacie, z rodziną u boku aż tak łatwo nam nie będzie (co nie znaczy że będzie źle). Wypadałoby zatem pojeździć sobie troche w okresie niczym nie skrępowanego wolnego stanu cywilnego. Potem trzeba (tak, trzeba) zacząć myśleć o doceniających nas słuchaczach. Nie ważne do jak przemiłego Pakistanu czy Iranu na starość byśmy trafili, takiej dozy wytrzymałości na ludzie słabości jaką posiada rodzina, nie ma nikt.
Dochodzimy do pytania ostatniego: gdzie? Moja odpowiedź na to pytanie ciągnęła się będzie przez 10 miesięcy. Jako cel najdłuższej, jak do tej pory, młodzieńczej podróży wybrany został Kirgistan. Opowieść o tym kraju rozpocznie się od adresu Frunze 547, Biszkek, gdzie mieści się mój uniwersytet. Stopniowo przechodzić będę do opisu okolicznych zaułków, parków, ulic, dzielnic, wyjdę poza obręb miasta, poznam przyrodę kraju w różnych porach roku. Ostatnie literki postawię już zapewne w Polsce:)
wrzesień 2, 2007 at 7:18 pm
Eh, panie Pieklo! co ty, z ta mlodzincza podroza?! czyz mlodzi nie zostaniemi zawsze? i ze stanem wolnym? eh, panie pieklo! ja zamierzam…eh, panie Pieklo! pieknie piszesz, ale jak byc cos sie mialo skonczyc, a dopiero sie zaczyna!!! buziaki gorace od wciaz poszukujacej. i nie chodzi o prace… buziaki!!!
wrzesień 5, 2007 at 9:23 przed południem
Hmm, moze troche nie tak wyszlo jak mialo:)te mlodziencze podroze to tak do 40tki maja byc. Poza tym stan wolny…ja o dzieciach pisalem a nie zonach/mezach:) ale glodnemu chleb na mysli:) no i za szybko konczyc nie zamierzam. pozdrowienia z nadal cholernie goracego biszkeku
wrzesień 7, 2007 at 1:18 pm
Ty Piekło! Mam już idola! Każdy powinien mieć idola, np. Pape, albo kogoś takiego. Moim jesteś Ty. Bo wszyscy paplamy jakie to mamy plany, cele w życiu, jak bardzo brzydzi nas ta szara rzeczywistość, to koncentrowanie sie na kasie czy karierze (jeśli po filozofii w ogóle o karierze można mowić). A Ty to zrobiłeś. Wyjechałeś, a teraz czytam Ciebie przed pracą!
Inny swiat, powiedziałby Grudziński. Niemniej, chciałam tylko powiedzieć, że pusty ten Toruń bez twojego półlitrowego kufla herbatki. I bimberku:) Chyba tęsknie. A teraz, gdy widze zdjęcia tych dziwnych budynków i tego pana co jeste skośnooki i ma śmieszną brodę, to uświadamiam sobie, że szybko sie nie zobaczymy.
A ja i jestem pewna, że kilkaset innych osób, będziemy gadać jak fajnie było by tak zrobić ja Ty, jak fajnie by było, gdyby się tak chciało, jak się nie chce. I co zrobić, by mieć odwagę walczyc o siebie i marzenia własne.
Pozdrawiam Dawidku!
wrzesień 11, 2007 at 3:03 pm
Lubie takie komentarze, czasami jak mam sraczke, to mysle sobie: co ja tu robie. Ale wsparcie przyjaciol i to, ze oni w tym sens widza, pomaga mi. Moze nie w problemach zoladkowych, ale podbudowuje. Niestety z dostepem do netu mam problemy, wiec komentarze bede nie tak czesto przegladal, i zatwierdzal:)
listopad 9, 2007 at 5:02 pm
Czesc Pieklo, wlasnie sobie wczoraj o Tobie przypomnialam, odnalazlam bloga (OK, z pomoca Przybyl)i juz tu jestem. Troche poczytalam, ale czasu mi nie starcza, by wsztystko ogarnac, wiec nie za wiele w sumie wiem, co u Ciebie, hehe.ale jednego sie domyslam, ze spotykaja Cie tam nietuzinkowe sytuacje i nietuzinkowi ludzie. Zapros tu kiedys jakiegos Kirgiza to tez staniemy sie nietuzinkowi!:-)
Jak juz pytasz, co u mnie, to tak, hm… pracuje! obczaj - sprzedaje okna Czechom i Slowakom!!! To w sumie tez jak na mnie nietuzinkowe…A ze w nietuzinkowosci dlugo nie wytrzymuje, to zaraz bede sprzedawac opony, czy co tam jesZcze…eh..no, w sumie to zabawne. Jej! Alez sie narobilo…
To poki co tyle ode mnie.
Pzdr
listopad 10, 2007 at 1:03 pm
Oj, witam witam. A widzisz, ja o Tobie pamietalem. I to nawet dobrze pamietalem. Ale nie czas teraz na wyrzuty. U mnie jakos tak normalnie. Nietuzinkowe sytuacje moze i sie zdarzaja, lecz ja juz chyba do Kirgistanu przywyklem, i mam problemy z ich recepcja.
To ze sprzedajesz okna naszym poludniowym sasiadom jest super sprawa. Dziesiatki tysiecy Czechow i Slowakow bedzie patrzylo na swiat przez polski pryzmat. Nie wiem czy wyjdzie im to na dobre, jednak masz w tym swoj wklad, i nalezy sie z tego cieszyc:)
PS: Czekacie na jakiegos potomka?:)
Pozdrawiam:)
listopad 15, 2007 at 6:47 pm
Ojejejej! To, ze napisalam, ze sobie przypomnialam, nie znaczylo, ze zapomnialam:-)
Na potomka narazie nie czekamy!:-)
Ale jak sie wkurze to kto wie!
Nieeeeeee, tak sobie zartuje, bo praca mnie dobija! Wlasnie z niej zrezygnowalam, a oni prowadza ze mna negocjacje i tylko czekam, az pojawi sie sumka, ktora sprawi, ze stane sie przekupna zdzira! Poki co jeszcze takiej nie ma, sama jestem ciekawa, jak to by musiala byc! W kazdym razie spedza mi to sen z powiek,bo naprawde nie wiem, co robic. Dawid daje mi wolny wybor, za co mu chwala, ale sa momenty, ze wolalabym, zeby ktos za mnie zdecydowal i zeby tym kims nie byl szef.No, wiec, jak sie wkurze porzadnie to zrobimy sobie potomka i wtedy nikt mnie nie bedzie chcial zatrudnic i bedzie spokoj, hehe.
I tak to u mnie.
A! Mam jeszcze arcyciekawa rzecz. Otoz pozwole sobie Ciebie rozbawic. Nic innego sie do tego tak dobrze nie nadaje, jak to, co mowi moj szef (swoja droga to nieprzecietny koles, nikt chyba nie jest az takim idiota!). Wiec np.:
I
Asia (kolezanka z biura): A w jakim hotelu bedziemy spac ?(chodzi o szkolenie w Warszawie)
Szeryf: NIe wiem, bo nie wiem, czy jedziemy samochodami sluzbowymi, czy autobusem!
II
Szeryf do mnie: Ania, jak klient chce, to moze sobie biale klamki zatrzymac, bo one sa bezcenne!
III
Ania (ja): tyrada minutowa obfitujaca w pytania
Szeryf: Ale ja Ciebie nie slucham!
Poza tym kazdego dnia wysyla do RMF FM smsa, zeby wygrac kase. Konkurs polega na tym,
ze oni do niego dzwonia a on mowi ustalona formulke i wygrywa.
No i jakie ma to nastepstwo? Ano takie, ze kiedy ktos do niego dzwoni a on
nie zna numeru, to pierwsze co mowi po odebraniu sluchawki, to: “RMF FM
najlepsza muzyka!”
Nigdy RMF do niego jeszcze nie zadzwonilo!
Pozdrawiam:-)